Archive for Styczeń, 2013

Fińskie szkoły nie mają sobie równych

Fiński system edukacji ponownie został uznany najlepszym systemem edukacji na świecie. Fińscy uczniowie przodują w testach PISA (Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów), porównujących umiejętności piętnastolatków w takich dziedzinach jak matematyka, nauki przyrodnicze oraz czytanie. Czego to zasługa? Dzieci w Finlandii rozpoczynają naukę w wieku 7 lat. Aż do 16 roku życia dziecko nie przechodzi żadnych testów, a nauczyciele starają się nie zadawać prac domowych. W związku z tym dzieci nie są oceniane, a to pomaga im bardziej polubić szkołę i znaleźć swoją pasję. Na poziomie szkoły średniej uczniowie rozpoczynają indywidualny tok nauczania, sami wybierając sobie kursy. Niemal wszystkie szkoły W Finlandii, w tym uniwersytety, są instytucjami państwowymi. Nauka w nielicznych prywatnych szkołach uczniowie finansowana jest przez państwo. Zakazane jest udzielanie płatnych korepetycji, więc każdy uczeń otrzymuje dodatkową pomoc w nauce w ramach zajęć szkolnych. Uczniowie mogą też liczyć na darmowy transport do szkoły i posiłki między lekcjami. W szkołach dzieci uczęszczają na zajęcia z edukacji zdrowotnej oraz gotowania. Wszystkie szkoły w całym kraju oferują równie wysoką jakość kształcenia, nie ma podziału na klasy czy szkoły dla słabszych. Tym samym różnice między poziomem wiedzy najsilniejszych i najsłabszych uczniów są tu najmniejsze na świecie. 66 proc. fińskich uczniów idzie na studia, a 93 proc. uzyskuje dyplom, co daje im pierwsze miejsce na świecie. Nic więc dziwnego, że wiedza jest najważniejszym towarem eksportowym tego kraju.

PAN – czym właściwie jest?

W minionym roku swoje sześćdziesięciolecie obchodziła Państwowa Akademia Nauk. To dobra okazja, by przyjrzeć się działalności tej instytucji. Akademia skupia w sobie największych polskich uczonych, a członkostwo w niej jest dożywotnie. Przede wszystkim jednak PAN to sieć kilkudziesięciu instytutów naukowych, które kształcą na poziomie studiów doktoranckich i prowadzą badania na najwyższym poziomie światowym. W skład PAN-u wchodzi siedem wydziałów, a te dzielą się na pięćdziesiąt instytutów. Przy PAN działa też od niedawna Akademia Młodych Uczonych. Powstała w celu promowania badań naukowych i prac rozwojowych prowadzonych przez wybitnych młodych naukowców. Jej członkowie nie mogą mieć przekroczonego 38 roku życia w momencie wyboru na członka. PAN na szeroką skalę współpracuje także z zagranicą. Ma swoje stacje zagraniczne w Brukseli, Moskwie, Paryżu, Wiedniu i Rzymie, a także prowadzi Centrum Badań Historycznych w Berlinie. Oprócz tego Akademia realizuje dwustronną współpracę z podobnymi jej instytucjami na całym świecie np. w Arabii Saudyjskiej, Chinach czy Japonii. Jako ciekawostkę należy dodać, że prof. Agnieszka Zalewska z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie pełni od września 2012 roku funkcję przewodniczącej Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN w Szwajcarii. Jest tam ona nie tylko pierwszym badaczem z Europy Środkowo – Wschodniej, ale też pierwszą kobietą na tym stanowisku.

Kim są młodzi naukowcy?

W Polsce jest obecnie ok. 37 tysięcy doktorantów. Szacuje się, że liczba ta będzie jeszcze wzrastać. Jak sami przyznają, bycie doktorantem się nie opłaca, przynajmniej z finansowego punktu widzenia. Nie dostają pieniędzy za prowadzenie zajęć, za to muszą z własnej kieszeni opłacać wyjazdy na konferencje naukowe, w których muszą uczestniczyć. Doktoranci to w większości idealiści, przekonani o wyższej użyteczności swojego zajęcia. Są różni i różnie postrzegani ze względu na to, jakimi dziedzinami się zajmują. Doktoranci kierunków przyrodniczo – technicznych mają choćby większe szanse na dofinansowanie, stypendia czy granty naukowe, z racji tego, że są w stanie dokonać naukowych odkryć czy skonstruować jakieś rewolucyjne urządzenia. Choć w teorii oczywiście obie te dziedziny podlegają tym samym mechanizmom dofinansowywanie czy rozliczania z osiągniętych celów. Portret młodego naukowca nieodmiennie kojarzy nam się jednak z niepozornym okularnikiem ślęczącym nad komputerem lub spędzającym całe dnie w laboratorium. Tymczasem humaniści to też naukowcy, których nie należy lekceważyć, a ich praca może być równie użyteczna co ich kolegów o umysłach ścisłych. Nie powinno się ich jednak oceniać tymi samymi kryteriami, bo ich wartość nie zasadza się na tym samym. Jednak ważne jest, by pamiętać, że to, co decyduje o specyfice nauki jako takiej, to jej nieprzekładalność na kategorie efektywności.

Młodzi geniusze w natarciu

Sheldon Cooper, bohater ogromnie popularnego także w Polsce serialu „Teoria wielkiego podrywu” (w oryginale „The Big Bang Theory”), chlubi się tym, że skończył studia w wieku 14 lat. Choć wydawałoby się, że taki geniusz może być jedynie postacią fikcyjną, na całym świecie nastoletnich geniuszy nie brakuje. Amerykanie mają np. czternastolatka, który stworzył wykrywacz materiałów radioaktywnych. Urządzenie Taylora Wilsona przewyższa skutecznością nawet wykrywacze stosowane przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA. Z kolei 15-letni Jack Andraka zasłynął stworzeniem testu pozwalającego na skuteczniejsze i szybsze diagnozowanie raka trzustki. Również dziewczynki bywają nad wiek zdolne, czego przykładem dziewięcioletnie Claire Dvorsky. Claire, która jest zawodniczką szkolnej drużyny piłkarskiej, przeprowadziła eksperyment w profesjonalnej pracowni, porównujący wodę spływającą z różnych typów nawierzchni. Również w Polsce mamy się kim pochwalić. W tym roku po raz pierwszy Polska miała swoich reprezentantów podczas Intel Isef, największego wydarzenia w świecie młodych naukowców. Maturzystka Anna Kuśmierczyk została nagrodzona za badania nad sposobami przywrócenia populacji pszczół samotniczych. Natomiast szesnastoletni Jakub Nagrodzki zdobył nagrodę za zsyntetyzowanie analogów cząsteczek kapu, które mogą być istotne w terapii chorób genetycznych. Pozostaje liczyć, że młodych zdolnych, na przekór problemom edukacji, będzie przybywać.

Jest wiedza. A gdzie praktyka?

Szkoła ma uczyć. Takie jest jej zadanie. Jednak zarówno uczniowie, jak i rodzice, zastanawiają się czasem, po co nam wiedza teoretyczna z chemii czy fizyki, po co nam ciągi matematyczne i inne równania, których nigdy w życiu do niczego nie wykorzystamy. Minęły już czasy, kiedy na lekcjach ZPT (zajęcia praktyczno – techniczne) uczono szyć czy gotować. Zajęć, które uczyłyby czynności życiowych, praktycznych, zupełnie dziś w szkołach brakuje. Ponadto nauczyciele trzymają się przestarzałych konspektów prowadzenia lekcji i zamiast np. zabrać dzieci do parku, by pokazać im jak wygląda liść klonu, każą im go obejrzeć na zdjęciu w podręczniku. Jak wskazuje część ekspertów, polscy nauczyciele są zacofani i nie potrafią zainteresować uczniów tematem. A to z kolei przenosi się na brak zaangażowania dzieci i słabe wyniki. Bywa, że lekcje to długie monologi, prowadzone w oderwaniu od życia. Pomija się w nich to, w jaki sposób daną wiedzę można wykorzystać w praktyce. Jak wiadomo, uczniowie na ogół uczą się na zasadzie „zakuć, zdać, zapomnieć”. Z jednej strony, trudno się dziwić, bo wiedza o budowie roślin czy architekturze antycznej tak naprawdę na rynku pracy im się nie przyda. Szkoła powinna uczyć wystąpień publicznych czy kreatywności. Tymczasem uczymy się po trochu wszystkiego i w ten sposób nie jesteśmy naprawdę dobrzy w niczym, co potem skutkuje bardzo przypadkowym wyborem kierunku studiów.

Brakuje studentów, uczelnie w kryzysie

Polska znajduje się w czołówce europejskich krajów z najwyższym odsetkiem osób z wyższym wykształceniem. Wkrótce jednak może się to zmienić. Prognozy głoszą, że w 2020 roku będzie w naszym kraju co najmniej o 40 % mniej studentów niż w chwili obecnej. Skąd nagły spadek tej liczby? Otóż na uczelniach wyższych zaczynają właśnie kształcić się ludzie pochodzący z okresu niżu demograficznego. A to oznacza mniejszą ich liczbę. Z kolei mniejsza liczba studentów na danej uczelni to dla niej mniejsze dotacje z budżetu państwa. Problemy demograficzne mogą nawet doprowadzić do upadku niektórych uczelni. Najbardziej realne jest jednak obniżenie jakości kształcenia, poprzez brak funduszy. Mowa tu zwłaszcza o uczelniach prywatnych i studiach zaocznych, na których będzie się obniżać czesne, żeby przyciągnąć studentów. Już teraz uczelnie stosują różne sztuczki i chwyty, by zachęcić do nauki w swoich murach, takie jak brak wpisowego czy duże zniżki opłat za pierwszy semestr. Szkoły prywatne nie mogą jednak liczyć na dużą pomoc ze strony ministerstwa nauki i dlatego to one są najbardziej zagrożone upadkiem. Na pomoc mogą liczyć jednak uczelnie niepubliczne prowadzące studia doktoranckie. Zdaniem minister nauki i szkolnictwa wyższego ratunkiem dla wszystkich polskich uczelni mogą być studenci z zagranicy, szczególnie ze wschodu. Koszty studiowania są u nas bowiem znacznie niższe niż Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Dokąd zmierza system boloński?

Wiele mówi się ostatnio o tzw. systemie bolońskim, czyli nowym sposobie funkcjonowania wyższych uczelni. System wprowadza jednolity trzystopniowy system studiów we wszystkich krajach, które podpisały tzw. Deklarację Bolońską. A więc trzy kolejne etapy edukacji w szkołach wyższych to: studia licencjackie, magisterskie i doktoranckie. Główne korzyści, jakie w ten sposób ministrowie edukacji chcieli dać studentom to: możliwość przerwania nauki po pierwszym etapie, podjęcie studiów magisterskich na zupełnie innym kierunku i znacznie szersze możliwości kształcenia za granicą. W praktyce większość studentów, a także wielu wykładowców na system boloński narzeka. Studia drugiego stopnia są najczęściej powtórką ze studiów licencjackich, przydatną, ale niewystarczającą dla tych, którzy wcześniej skończyli inny kierunek, a zupełnie zbędna dla tych którzy go kontynuują. Do tego system boloński wprowadza Europejski System Transferu Punktów tzw. punkty ECTS, w zamyśle ułatwiające porównanie wyników studentów z różnych krajów. Punkty te nie są jednak miarodajne i nie można ich ze sobą porównywać ze względu na różny poziom nauczania. Poza tym wg takiego systemu nie liczą się faktycznie uzyskane oceny lecz zdobyte punkty. Krytycy systemu zarzucają też, że doprowadzi on do sytuacji umasowienia studiów (ponieważ wystarczy zrobić tylko licencjat by mieć wyższe wykształcenie) oraz do spadku ilości osób z wykształceniem magisterskim.

Religia czy etyka – czy mamy wybór?

Wśród szeroko omawianych problemów polskiej szkoły jednym z najczęściej wymienianych jest brak możliwości wyboru między uczęszczaniem na lekcje religii bądź etyki. Nauka etyki jest wg ustawy organizowana w szkole na życzenie rodziców. Co najmniej 7 uczniów musi wyrazić swoją chęć uczestnictwa w takich zajęciach, wówczas szkoła ma obowiązek je zorganizować. Niewiele szkół jednak w ogóle informuje o takim wyborze, w związku z czym coraz mniej uczniów nie chodzi na religię, nie dostając w zamian żadnych innych zajęć. Zorganizowanie zajęć etyki często jest przez szkołę traktowane jako problem. Co więcej, uczniowie są na ogół odgórnie zapisywani na lekcje religii, co jest niezgodne z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 1992 roku w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych szkołach i przedszkolach. W praktyce, na początku roku uczniowie muszą dostarczyć do szkoły pisemne oświadczenia rodziców, którzy wyrażają bądź nie wyrażają zgody na uczestnictwo dzieci w zajęciach religii. W dyskusji o nauczaniu religii i etyki pojawiają się jeszcze inne kwestie. Czy religii powinni uczyć ludzie bez przygotowania pedagogicznego tacy jak księża czy zakonnice? Czy ocena z religii powinna być wliczana do średniej ocen? A może w ogóle jej nauczanie w szkole powinno zostać całkowicie zniesione? Wątpliwości jest wiele, a sprawa dzieli i społeczeństwo i polityków. Znalezienie rozwiązania z pewnością nie przyjdzie łatwo.

Problemy edukacji w Polsce

Edukacja w Polsce nie jest postrzegana najlepiej. Reformy oświaty są w naszym kraju przeprowadzane zaskakująco często, ale na ogół praktyka pokazuje, że nie przynoszą nic dobrego. Dyskusje o oświacie zajmują też bardzo dużo miejsca w mediach. W ten sposób wyłuskać można kilka głównych problemów, jakie w polskiej edukacji dostrzegają nauczyciele i specjaliści. Jednym z nich są zbyt napięte programy nauczania, które muszą zostać zrealizowane przez nauczyciela w danym roku szkolnym. By osiągnąć ten cel, często pewne tematy omawiane są „po łebkach”, nie zważając na to, czy uczniowie za nimi nadążają. Inną sprawą jest uczenie „pod testy”, pod ściśle określony klucz odpowiedzi, z jakim uczniowie spotykają się na egzaminach kończących naukę na kolejnych etapach edukacji. Inną palącą kwestią jest przeładowanie szkół, zwłaszcza gimnazjów, które nie pozwala nauczycielom prowadzić lekcji w sposób zorganizowany. Polskie szkoły mają też za mało pieniędzy, by wykorzystywać do przeprowadzania lekcji pomoce multimedialne co staje się normą na Zachodzie. Zdaniem kuratorów oświaty problemy leżą też w osobie samych nauczycieli, którzy nagminnie segregują uczniów, demotywują, szufladkują, tworząc w ten sposób szkolne podziały i przyczyniając się do powstawania problemów wychowawczych. Brakuje w naszych szkołach systemu pozytywnego motywowania nauczycieli, w związku z czym coraz mniejsza ich liczba pracuje z prawdziwą pasją i zaangażowaniem.

Mnemotechniki – twój łańcuch skojarzeń

Efektywne uczenie się polega na łatwym zapamiętywaniu nowego materiału. Ludzie wymyślają coraz to nowsze sposoby, żeby zwiększyć skuteczność i szybkość przyswajania informacji. Jednymi z popularnych technik są mnemotechniki, znane już w starożytnej Grecji. W skład mnemotechnik wchodzą tak naprawdę trzy pomniejsze techniki: asocjacja, wyobraźnia i lokalizacja. Asocjacja polega na skojarzeniach. Wykorzystać możemy np. pierwsze litery jakiegoś wyrażenia i utrwalić sobie w głowie, że odpowiadają one konkretnym rzeczom np. w zdaniu „Lecą Cegły, Domy Murują” pierwsze litery odpowiadają rzymskim cyfrom 50, 100, 500, 1000. Rzeczy mogą być też asocjowane przez akronimy, wierszyki, układy skojarzeniowe czy cyfry reprezentowane przez słowa o określonej liczbie liter. Wyobraźnia z kolei ma za zadanie budować połączenia o jeszcze większym znaczeniu. Im silniejsze będzie wyobrażenie, tym silniej utrwali się ono w umyśle dla późniejszego odtworzenia. Wyobrażać możemy sobie całe historie, scenariusze intensywne i żywe, panuje tu całkowita dowolność. Lokalizacja odnosi się do różnego rodzaju miejsc mentalnych, w których można zapamiętać informację. Najczęściej słowa są takimi miejscami lokacji. Cyfry można zastąpić obrazami o adekwatnym kształcie czy brzmieniu (np. łabędź – dwójka), a liter prostymi słowami zaczynającymi się od danej głoski. Dzięki wykorzystaniu mnemotechnik zbudujemy sobie system informacji, po które będziemy mogli sięgnąć w dowolnej chwili i skutecznie je odtworzyć.